Wrócę jednak na chwilę tylko do "zabijania"! Zaskoczyła mnie usłyszana (w atubusie pyskówka), że żydzi mają zamiar zabić tyle im współczesnych, by wyrównać do ilości ofiar holocaustu!
I przyglądając się ich wyczynom, w stosunku dookolnym Bliskiego Wschodu, nie jestem tak bardzo przekonany, że ów fragment usłyszanej w autobusie pyskówki, jest tak bardzo odległy od odczuć społeczności światowej? A jeszcze Trumpa wsparcia łaknącego ku zdobyciu ropy irańskiej...
A kontynując ten wątek... Ilu Irańczyków ma zamiar "zdekapitować" Trump, by zyskąc konkretny zysk z irańskiej roby - jak z Wenezuelskiej chociażby... Ilu jeszcze osób ma zginąć, by zaspokoić trumpowskie marzenia o: panowaniu nad: Kanadą, Grenlandią, Kubą - pomijam Wenezuelę - już ją zdobył.
Chociaż i Ukraina by "mu" przydała, ma tyle "dobrych" dla USA kopalin...
Trudno mi jest opanować niechęć do szalonej pazerności USA, do tego by "gospodarczymi" własnych urojeń korzyści chcieć być super, chcieć być przywódcą...
Jako żywo kierują mnie te skojarzenia do polskiego "przywódcy". Przywódcy, któremy marzą się uprawnienia prezydenckie Trumpa i Tuska jednocześnie. A, że mają - nie Tusk z nimi - jakby wspólną "historię towarzyską" - także "obrotami" mieszkaniami, jak i "w wielkim świecie hotelowym" są i będą "braćmi".
Ciekaw jest jedynie jakie narodowości wytrzymają takie "braterstwo" dla ich osobistego dobra trwające?
A tak już na koniec. "Zabijanie" wrogów jest urocze, podniecające i wyzwalające... Brak owych wydumanych "wrogów" pozwala żyć, spać i odpoczywać bezstresowo, nie obawiając się o przerwy w snach urojonych i "zdradzie" służby osobistej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz