Jakie to były lata, jaki to okres wymuszony przez owych "Ami" i "Yankee", że zostali tak znienawidzeni przez populację światową i dotrwała owa "lubość" do "pomarańczowej prezydenckiej" alternatywy ponoć "demokratycznych" odczuć?
Powtórzyć też warto, że nigdy nie zostaną darowane winy tym, którzy w jakikolwiek sposób narazili, obrazili, czy też nie zamierzają Trumpowi przyznać "pokojowego nobla" zwłaszcza teraz, kiedy z Żydami wywołał III Wojnę Światową.
Bo to ta wojna już jest, już trwa i wcale nie zaczęła się od napaści Rosji na Ukrainę, ale na konieczność skrycia draństw "pomarańczowego monstrum" towarzysza Epsteina.
A że, przy tzw. "okazji" tysiące ludzi zginie... A kogo to obchodzi, jak to nie Amerykanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz